środa, 9 sierpnia 2017

Tak jakoś nie bardzo....


„- A ty jak się masz? – spytał Puchatek
- Nie bardzo się mam- odpowiedział Kłapouchy- Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał.”
A. Milne: „Kubuś Puchatek”
 


niedziela, 6 sierpnia 2017

Wprawdzie

upały zelżały, ale szykują się nowe. Zatem, następna porcja chłodu.

 Tu ładniejsza wersja, niestety, do obejrzenia tylko na YT.
 https://www.youtube.com/watch?v=vt_7h-M

I tradycyjnie, pięknie, śnieżnie, mroźnie.


wtorek, 1 sierpnia 2017

Huhu ha.....

Na wschodnim tarasie w cieniu, w południe, + 36 stopni, od północnej strony, w cieniu + 34 stopnie.
Nie mam siły więcej pisać, a to na miłe ochłodzenie. Super sceneria:)


sobota, 22 lipca 2017

Krótkowzroczność.



Upały przeczekujemy w domu. Cały czas słucham relacji z protestów. Nie mam telewizora, a radia, nawet „trójki”, już się słuchać nie da. Relacje, na bieżąco, odnajduję na Facebooku. Czy się to komuś podoba, czy nie, zamieszczanie takich rzeczy przez fejsbukowiczów, to świetna droga komunikacji, podawania informacji i dostępna prawie dla wszystkich. W ten sposób miałam sposobność wysłuchania całej awantury o SN w sejmie, wczoraj wysłuchałam całej relacji z senatu. Miałam przyjemność, szkoda, że w takich okolicznościach, wysłuchać wypowiedzi (wykładu?) wice przewodniczącego Sądu Najwyższego. Tak spokojnej, kulturalnej, merytorycznej i wyważonej wypowiedzi już dawno nie słyszałam.  Teraz słucham relacji z nocnego blokowania ulicy na Placu Trzech Krzyży. Bardzo mnie cieszy sposób demonstrowania. Ktoś zarzucił opozycji, że urządza pikniki. A ja uważam, że to dobra rzecz. Niech będzie taki „piknik”, jeśli jest skuteczny przekaz. Forma przyjęta przez opozycję, to początek „pracy u podstaw”. Czytanie Konstytucji, śpiewanie pieśni „rewolucyjnych”, mówienie o własnych wątpliwościach, czy zdawanie relacji z tego, co dzieje się w sejmie, prostym, normalnym, zrozumiałym językiem, bardziej dociera do świadomości protestujących niż jakikolwiek przekaz siłowy. Owszem, sama chętnie zobaczyłabym, jak tych wrednych posłów i senatorów z PiSu wyciągają ludzie, za wszarz, z sejmu, ale…w spokoju protestujących siła. Ważne, by teraz nie dawać płaszczakowi pretekstu  „do działania”. Przyjdzie i na nich czas. Ogromnie cieszy, że coraz więcej młodych protestuje i ogromnie martwi, że mnóstwo ludzi grzeje doopy na piasku, zamieszcza słiftfocie, zdjęcia z drinkiem z palemką i ma w nosie to, co się dzieje w kraju. Więcej, na jesień przyjdzie im płacić większe rachunki za prąd, za wodę i użerać się z nowym systemem szkolnym. POWODZENIA „młodzieży”.
Kiedy ktoś pisze: „Nie lubię polityki”, „Polityka mnie nie interesuje”, to jest w tak zwanym mylnym błędzie w ogarnianiu rzeczywistości. Bo o ile może polityki nie lubić, o ile może w niej nie uczestniczyć, to mówienie, że go nie interesuje jest przejawem krótkowzroczności. On się nie interesuje polityką, ale codziennie polityka nim się interesuje.  Nie musi na siłę uczestniczyć w polityce, ale powinien interesować się, co mu polityka szykuje. Powinien znać ustawy, przepisy, posunięcia rządu i innych organów państwowych, bo to jego dotyczy, a jak nie dotyczy teraz, to może w przyszłości, a jak nie jego, to może to dotknąć jego najbliższych. Tu nigdy nie ma "mnie to nie dotyczy". 
Tak, zawaliliśmy tzw. wychowanie obywatelskie, przespaliśmy te momenty, kiedy dzieciom i młodzieży tłumaczy się mechanizmy funkcjonowania jednostki w społeczeństwie oraz mechanizmy funkcjonowania państwa. Może teraz, kiedy doszło do poważnego zagrożenia swobód obywatelskich, zaczniemy to wszystko nadrabiać. Tylko, czy zdążymy?
Standard na dzisiaj:)


PS. Pisząc o informacjach na Facebooku nie chodzi mi o to, czy są one wiarygodne, czy nie. To, czy ktoś daną informację odbierze za prawdę albo fałsz, zależy wyłącznie od jego poziomu wiedzy, świadomości oraz doświadczeń. Facebook jest, według mnie, jedynym ze źródeł wielu informacji, i tych „z prawa”, i tych „z „lewa” , które  nie dotarłyby do nas,  w takiej masie, z innego źródła. Owszem, jest jeszcze ponoć Twitter ora Fanpage. Nie znam, nie wypowiadam się.

czwartek, 20 lipca 2017

Jak to w wakacje.

 Godzina 12.30- na termometrze, na wschodnim tarasie, w cieniu, +34 stopnie C. Na termometrze od północy +28 stopni C.  Przed domem, w pełnym słońcu żarówa. Siedzimy w domu, nie wychodzimy, przeczekujemy.

poniedziałek, 17 lipca 2017

I po czereśniach


A za miedzą przejrzały czereśnie.

Wiem, wiem, wszyscy rozumieją po czesku, ale tak na wsiatkij słuczaj:
"Jako mała dziewczynka, to już za nami1
Często wspinałem się po drzewach z naszymi chłopcami
Za każdym razem złamali gałąź na drzewie,
Chłopcy rzucali wiśniami za moją bluzę
Kiedy byli ciekawi, co miałem za koszulką
Kiedyś je wypędzałem zieloną gałązką.
 
Broniłam się mniej więcej z powodzeniem
Nikt nie mógł dotykać moich wiśni
Nie ufaj chłopakom, kiedy zakochujesz się w nich
Będą jeść wszystkie wiśnie z ciasta
Chłopcy nie mogą się obrażać, dopóki nie spoglądają z drzewa
Kiedy zeskakują, zaczekaj na katastrofę.
 
Kiedy chłopiec patrzy na ciebie wytrwale
Będziesz czerwona jak te wiśnie
Kiedy dziko uśmiecha się do ciebie pod jego wąsem
Szybko weź wiśnie z bluzki!
Wiśnie są pełne i bluzka zbyt ciasno
Zielona gałąź w ogóle Ci nie pomoże"
 
P.S. 

Znalazłam tekst po angielsku i puściłam przez translator na polski. Bezpośrednie tłumaczenie z czeskiego wyszło jeszcze gorzej.

Taka perełka.
Dzisiaj Jaskół w "owadzim" sklepie kupił 4 pudełka- klinki białego sera (chudego). Jedno wydawało mi się podejrzanie lekkie i jakoś się tak mocno pudełko wgięło. Zważyłam go, potem pozostałe. Ani jedno nie miało gramatury netto 250. Zważyłam samo pudełko- 11 gramów. Wynika z tego, że wszystkie powinny ważyć 266 gramów brutto.
Wynik ważenia ( przy założeniu, że wszystkie pudełka ważą tyle samo, co jest pewne przy metodzie wytwarzania takich pudełek na wtryskarkach):
- 210 gramów- wyraźne złodziejstwo
- 267 gramów - tu więcej sera
- 273 gramy    - tu też więcej sera
- 287 gramów  - i tu więcej sera
Pytanie- dlaczego pudełka mają różną gramaturę i żadna nie powtórzyła się? Wprawdzie trzy pudełka wyrównały stratę sera w pierwszym, jednak... kto mi zagwarantuje, że następnym razem nie natnę się na trzy pudełka po 210 gramów? "Owad" schodzi na psy.

sobota, 15 lipca 2017

"Zbrzydziło" mnie.

Blues jest dla mnie nie tylko muzyką, jest całą filozofią. Bluesa mogę słuchać na okrągło i nie znudzi mi się. Zawsze uważałam, że ten, kto słucha bluesa i ten, który gra bluesa, to ludzie  otwarci, tolerancyjni, nowocześni, bez ksenofobicznych zagrywek. To ludzie chcący "zobaczyć" drugiego człowieka, chcący go wysłuchać, chcący pomóc drugiemu. Dzisiaj natknęłam się na taki wywiad  i najpierw przeżyłam zdziwienie, potem szok, a teraz już wiem, że na pewno nigdy nie pojadę na żaden koncert Dudka i na żadną Rawę Bluesa, i nie kupię jego żadnej płyty. Nie tylko ograniczony ksenofob, to jeszcze bajerant i wazeliniarz.
 To jest nagranie z listopada 2015 roku
Posłuchajcie od 6 minuty. Do 6 minuty opowiada o nowym singlu. Potem robi się coraz straszniej.
Okazało się, że Dudek to jeden wielki dupek.

niedziela, 2 lipca 2017

"Ludzkie dłonie mogą budować, lub zniszczyć nasz świat"- Daniele Quido




„Ludzkie dłonie mogą budować, lub zniszczyć nasz świat” twierdzi włoski artysta Daniele Quido. Według niego, w świecie, gdzie dużo uwagi poświęca się ciału, ręce są niedoceniane. Dlatego stara się je ukazać w nowym świetle. Mówi, że ręce są najbardziej ekspresyjną częścią ciała i można za ich pomocą mnóstwo rzeczy wyrazić.
Urodził się w 1950 roku w Soverato we Włoszech. Najpierw uczęszczał do liceum plastycznego, potem, w 1972 roku, ukończył studia w Brera School of Arts na kierunku rzeźbiarstwo. Po ukończeniu studiów mieszkał przez 4 lata w Indiach i nadal kształcił się artystycznie. Swoje życie artystyczne zaczynał jako ilustrator hiper- realistyczny, współpracując z firmami reklamowymi oraz edytorskimi, wykorzystując, a także testując, różne techniki malarskie.
Opracowuje i maluje różne projekty, od małych do olbrzymich, głównie w reklamie. Maluje również obrazy naścienne, zarówno w prywatnych, jak i w budynkach użyteczności publicznej.
 W 1990 roku do swego artystycznego dorobku dodaje nowy, oparty o doświadczenia, wykorzystując technikę malowania ciała. Maluje ciała modeli, odpowiednio do sytuacji takich, jak zdjęcia reklamowe i reklamy, pokazy mody, wystawy.
W 200 roku wywołał ogromne zainteresowanie międzynarodowe, ukazując „Handimals”, sztukę malowania dłoni.
Daniele Quido interesuje się przyrodą i mocno angażuje się w ruchy ekologiczne oraz w imprezy charytatywne, mające na celu ochronę przyrody.
Te przyrodnicze zainteresowania zainspirowały go do stworzenia swoistej sztuki ukazywania zwierząt za pomocą malowania dłoni. Zgodnie ze swoim zamiłowaniem do hiprer- realizmu, Daniele maluje dłonie, pilnując najdrobniejszych szczegółów tak, by namalowane zwierzęta były jak żywe. Najdrobniejsze piórka, połysk łusek gadzich, kolor tęczówki kota- wszystko to Daniele oddaje wiernie w swoim malarstwie. Gdy patrzymy na te obrazy, mamy wrażenie, iż widzimy żywe zwierzę. Mamy je ochotę dotknąć, sprawdzić, czy żyje, czy jest prawdziwe.








Daniele twierdzi, że jego prace nie są sztuką dla sztuki. „Zwierzęta na rękach” to „dać rękę zwierzęciu”- podaj rękę zwierzęciu do ochrony. Artyści mają szansę poprzez swoją sztukę wysyłać przekazy. Moim przekazem, mówi Daniele, jest ochrona natury, chronić życie, nie niszczyć.
Do wykonania malunków na dłoniach Quido nie używa farb. Malując zwierzęta, czy inne rysunki na rękach, Daniele używa sproszkowanych substancji, zmieszanych z wodą bez kleju. Jest to po prostu makijaż, który utrzymuje się przez kilka godzin. Makijaż ten można łatwo zmyć.
Wystawy Daniele Quido zawierają duże zdjęcia jego prac i są bardzo popularne na świecie.





 




wtorek, 27 czerwca 2017

Kogel-mogel (1)


Nie da rady. Albo się nie chce, albo nie ma czasu. W związku z tym, trzeba posty zrobić na zasadzie wszystkiego po trochę. Mam mnóstwo zdjęć z poprzednich miesięcy, mam filmiki. Zdjęcia kwiatów i innej zieleniny wrzucę na blog chyba jesienią i zimą, kiedy na dworze smutno i szaro. natomiast wrzucenie jednego krótkiego filmiku na YT i jego obróbka, trawa kilka godzin. Zrobię to, kiedy będę miała czas na to wszystko. A teraz ogród, remonty, sklep itp.
Była burza, a nawet dwie w odstępie trzech godzin. Obie podobnie się zapowiedziały chmurami szelfowymi. Były one ogromne, ciemne i posępne. Czuło się grozę w powietrzu. A burze? Takie sobie. Trochę wichury, trochę ulewy, wszystkiego pół godziny. Pikuś w porównaniu z tym, co dzieło się w Polsce.
W maju odkryłam gniazdo obok drzwi na wschodni taras. 
W takim miejscu to tylko  ptak ryzykant robi gniazdo. Znajduje się ono półtora metra na posadzką, 30 cm od wnęki i uwite jest na dosyć słabo przytwierdzonych do ściany pędach bluszczu. Dopóki na bluszczu nie było liści, gniazdo stało puste. Mamy zwyczaj, wiosenną oraz letnią porą, spędzać całe dnie na tym tarasie. Jemy tam śniadania, obiady, ja siedzę i haftuję, czytamy. To taki letni pokój. Taki bardzie prywatny, bo na balustradzie suszymy ręczniki i dywaniki łazienkowe, a to raczej nie jest widok dla postronnych. Dla gości przeznaczony jest taras południowy, bardziej zacieniony i większy.
Pod koniec maja siedzę sobie na tarasie i haftuję, nagle słyszę szelest liści bluszczu, gwałtownie poruszonych i spomiędzy nich, tam, gdzie jest gniazdo, wyskakuje kos. Najpierw myśleliśmy, że nasza obecność spłoszy ptaki. Nic podobnego. Po kilku dniach kosica twardo zaczęła wysiadywać jajka. Dwa metry od naszych głów. Mimowolnie zostaliśmy wciągnięci w proces kosiego lęgu. No cóż, trzeba było się przystosować. Póki siedziała cichutko, używaliśmy tarasu normalnie, ale na zasadzie ”chodzenia na paluszkach”.
 Potem, chyba w niedziele, tydzień temu, wykluły się pisklaki.  
Stare kosy zaczęły je karmić. Nie macie pojęcia jaka to dla nich uciążliwa praca. Dopiero teraz nabrałam szacunku do ptaków. Karmienie zaczyna się o 6tej rano i kończy o około 19tej. Mniej więcej co 15 minut kosica z szumem wpada do gniazda, rozlega się tam niesamowity pisk i wrzask. Kosica zapycha młodym dzioby żarciem, wypada  z liści i udaje się „na łowy”. Wrzask ucicha do następnego karmienia. Każde pisklę kosa dziennie musi zeżreć około 4 gramów. W gnieździe siedzą trzy żarłoki. Tak nam się wydaje. Nie robiłam więcej zdjęć i nie kręciłam filmiku, bo boję się spłoszyć stare. Wprawdzie można bawić się w dokarmienie porzuconych piskląt, jednak łatwiej jest zrezygnować ze zdjęć niż  brać udział w „ptasiej tragedii”.
Korzystanie z tarasu ograniczyliśmy do minimum i tylko w tych momentach, kiedy młode siedzą cicho, a stare są w poszukiwaniu żarcia. Kiedy zdarza się trafić na karmienie, obie wstrzymujemy oddech- ja przechodząc, ona pilnując młodych. Beza grzeje się na tarasie bez przeszkód. Śmiejemy się, że pilnuje młodych pisklaków, kiedy starzy są na łowach. Jednak jestem już tym cyrkiem zmęczona. Taras nie pozamiatany, młode pędy bluszczu zwieszają się nad głowami, Męczy mnie ten wrzask młodych oraz obawa, że za następnym razem, kiedy stara wpadnie z takim impetem, gniazdo z całą zawartością spadnie- będzie katastrofa. Podobno kosy karmią pisklaki przez 15 dni, potem młode są autowane z gniazda i dokarmiane na ziemi. Odliczam z niecierpliwością te dni- wychodzi mi, że w niedzielę powinien się cały biznes zakończyć i młode opuszczą gniazdo. Pojawi się następny strach, czy sobie poradzą i czy ich coś nie zeżre. No cóż to jednak jest natura i ja nic nie poradzę. Na razie zapewniamy im maksymalny spokój.
 I na koniec zdjęcia innych zwierzaków.

 Beza w postawie "O co znowu chodzi?"



wtorek, 20 czerwca 2017

A'propos dobranocek

czyli powtórka z rozrywki na haju
i nie dobranocka, też na haju:)

A jednak można
 
A w ogóle to "gorąc" taki ( u nas mówi się hyc), że i bez zioła, tudzież kokainy i innych podobnych, pływam, jak na haju.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

To może spróbować

tego "teatru rąk? Wklejam rysunki, które instruują, jak układać dłonie, by uzyskać pożądany cień. Są one różnej jakości, ale chyba sobie każdy poradzi.
Źródło rysunków- Pinterest.





 





The End:)

piątek, 16 czerwca 2017

Ręce.

Bywają piękne, wypielęgnowane, bywają spracowane, pokaleczone, niedomyte... młode, stare, ładne, brzydkie...różne. Ręce, jakże często  często niedocenione, a przecież mogą wiele... bardzo wiele.
Dziś w grze cieni.



sobota, 3 czerwca 2017

Na Zielone Świątki tatarak w kątki.




Zielone Świątki wywodzą się z czasów pogańskich. Były świętem związanym ze zmianami zachodzącymi w naturze- zakończeniem zimy, nadejściem wiosny i z wiosennymi porządkami. Niektóre źródła podają, że święto to jest dniem  pożegnania wiosny i powitaniem lata. 


Z Zielonymi Świątkami wiążą się liczne wierzenia i obyczaje. W ten dzień gospodynie nie wypędzały bydła na pastwiska  przed wschodem słońca, wierząc, że dzięki temu krowy będą dawały więcej mleka, a paszy nie zabraknie aż do jesieni. Zielone Świątki były świętem rolników i pasterzy. 



Od wieków w ten dzień, przyozdabiano domy gałązkami lipy, buka, brzozy i modrzewia. Przystrajano tak odrzwia, okna, ściany. Bukiety gałęzi wieszano na płotach, studniach, bramach i furtkach. Wierzono, że młoda zieleń oraz gałązki przyniosą domowi dostatek, powodzenie, pobudzą wzrost roślinności, a także zapobiegną urokom oraz czarom.
W niektórych regionach kraju, w kątach izb, stawiano snopy z tataraku lub rozścielano liście tataraku na podłogach. Wierzono, że tatarak odstrasza pchły, komary, szkodniki, a nawet złe czary.
Zwyczaj majenia domów przetrwał, wbrew zakazowi Kościoła, do dziś.

„Na polskim i słowackim Spiszu, a częściowo także na Orawie, znany był zwyczaj stawiania i ogrywania mai. W Zielone Święta, nocą z soboty na niedzielę (czasem także z ostatniego kwietnia na 1 maja), młodzież męska ustawiała przed domami dziewcząt maje, moje, mojki. Były to wierzchołki drzewek lub pęki gałęzi umocowane na szczycie wysokiego drąga, ubrane barwnymi wstążkami. Maje stawiano też często koło kościoła lub po środku wsi. W pierwszy dzień Zielonych Świąt kawalerowie wędrowali od domu do domu z muzyką, a przy postawionych majach tańczyli z dziewczętami. Wieczorem przy głównym maju we wsi odbywała się zabawa taneczna. W niektórych wsiach jeszcze do połowy XX wieku zachował się też zwyczaj umieszczania przy domu panny o nienajlepszej reputacji słomianego wiechcia zamiast zielonego drzewka. Taki rodowód ma najprawdopodobniej przysłowie: Na Zielone Świota wstydzom sie dziwconta – echo potęgi sankcji społecznej, zjawiska prawie zupełnie już nieznanego współczesnym anonimowym zbiorowościom.”


Wraz z nastanie chrześcijaństwa na ziemiach słowiańskich, zawłaszczono dzień pogańskich Zielonych Świątek i zamieniono go na kościelne święto Zesłania Ducha Świętego.
„Obchodzone jest 50 dni po Wielkanocy Zesłania Ducha Świętego zamyka wielkanocny cykl świąteczny. Uznane jest za jedno z najstarszych i największych świat w kościelnym kalendarzu liturgicznym, które początkowo łączone z Wielkanocą. Później, od IV w. zaczęto je obchodzić jako odrębne święto, w niedzielę i poniedziałek, siedem tygodni, pięćdziesiąt dni po Wielkanocy, pomiędzy 10 maja i 13 czerwca, a więc w pełni wiosny i bujnego rozkwitu roślin.”

„W niektórych regionach, we wtorek po nabożeństwie wyruszała procesja, która obchodziła granice pól. Zatrzymywano się przy mijanych przydrożnych kapliczkach przystrojonych z tej okazji gałęziami i kwiatami, prosząc Stwórcę o dobre urodzaje i zachowanie od klęsk żywiołowych. Od 1931 roku Zielone Święta stały się w Polsce świętem ruchu ludowego szczególnie “pielęgnowanym“ po II wojnie światowej, w czasach komunizmu, jako świecka uroczystość mająca zastąpić obchody kościelne”

Charakterystyczną rośliną Zielonych Świątek jest balsamiczny tatarak, powszechnie używany od XVI w., gdyż wcześniej ta pospolita roślina, zarastająca bujnie brzegi stawów i strumieni, nie była znana.
 
Tatarak przywędrował z Azji. Przywieźli go do Pragi z Konstantynopola posłowie cesarscy przy tureckim dworze, skąd rozpowszechnił się po całej Europie Środkowej. Równie dobrze mógł przybyć do Polski z najazdami tatarskimi. Jednakże już w starożytności stosowany był do okadzania sprzętów i pomieszczeń. Dotąd Indianie Ameryki Północnej, gdy są zmęczeni, stosują proszek lub wywar z tataraku. Ludowe nazwy tej rośliny to: tatarczuk, tatarskie ziele, ajer, bluszcz, kalmus, łobzie, szuwar. Liście tataraku były używane jako podkładka do wypieku chleba, a jego kłącza - do pielęgnacji włosów. 


Bywa on także stosowany do wyrobu suchej konfitury z tataraku i kalmusówki bądź wykwintnych likierów, a także dodawany do mięs. Niestety, tego rodzaju tatarakowe tajniki kulinarne, pozostają raczej tajemnicą naszych prababek.                          




Przysłowia ludowe związane z Zielonymi Świątkami:
Zielone Świątki – tatarak w kątki
Jeżeli w Świątki deszcz pada,
wielką biedę zapowiada.
Deszcz w Zielone Świątki,
będą wielkie sprzątki.
Mokre Zielone Świątki
dają tłuste Boże Narodzenie.
Około Zielonych Świątek
to najlepszy wziątek.
Wtedy ludzie przyszłość zgadną,
gdy Zielone Świątki w grudniu przypadną.
Na Zielone Świątki dobre i otrąbki


Źródła







środa, 31 maja 2017

"Dzieci" Jurgi Martin



Jurga Martin urodziła się w 1977 roku w Wilnie, ale mieszka i tworzy we Francji. Jest rzeźbiarka i projektantką. To bardzo utalentowana osoba, a jej prace wywołujące uśmiech lub łzy, nie pozostawiają odbiorcy obojętnym.  Rzeźbi w glinie. Swoje prace, po ukończeniu,  pozostawia  szorstkie, chropowate, niewygładzone.  Może właśnie ten sposób wykończenia rzeźb podkreśla ich człowieczeństwo, jest odzwierciedleniem niedoskonałości ludzkiej. Jurga tworzy rzeźby w rożnych rozmiarach, ale tworzenie w większych jest odzwierciedleniem jej rzeźbiarskiej pasji. W większych formach, twierdzi Jurga, można zawrzeć więcej żarliwości, życia, pozwalają na większy rozmach i przestrzeń do wyrażenia swoich emocji.



Jej prace zaczynają ożywać od momentu, kiedy położy dłonie na bryle gliny. Pracuje nieraz bez wytchnienia, nie bacząc na powstałe na rękach, podczas rzeźbienia, pęcherze. Rzeźbi z pasją, a rezultatem jej pracy są piękne, żywotne i niepowtarzalne dzieła.







Je rzeźby są postaciami, które emanują niezwykłą żywotnością. Czasem to postaci zadumane, refleksyjne, innym razem tryskają humorem, radością. Wszystkie rzeźby tchną niezwykłą prostotą i nierzadko  pobudzają do refleksji.




Jurga Martin, jako  temat swej plastycznej działalności, obrała rzeźbienie postaci, głównie dziecięcych. Patrząc na  rzeźby, które ukazują dzieci w różnych sytuacjach życiowych, od razu można zauważyć, iż rzeźbiarka doskonale poznała złożoną psychikę  dziecięcą i potrafi ją mistrzowsko ukazać. Sylwetki, buzie  rzeźb wyrażają smutek, zadowolenie, radość, dumę, strach, zdziwienie i inne uczucia. Jurga Martin rzeźbi bardzo realistycznie. Jej rzeźby są ekspresyjne. 







Rzeźbiarka  często komponuje tak swoje wystawy, by jej rzeźby znajdowały się w towarzystwie dzieł. Po czym ustawia swe rzeźby w taki sposób, by widz odnosił wrażenie, że „dzieci” dokładnie wyrażają swoje odczucia adekwatnie do danej sytuacji. Na przykład dwie „dziewczynki” siedzą na murku i z zainteresowaniem patrzą na obraz wiszący na ścianie.




Cała twórczość Jurgi Martin to jedna wielka saga jej bohaterów, małych posążków, urokowi których nie sposób się oprzeć.
 Strona Jurgi na Facebooku



Film ukazujący pracownie Jurgi

Źródła



http://www.lilavert.com/blog_lilavert/les-sculptures-de-jurga/
http://www.laterredor.com/l-esprit-de-famille/

Prace na P{intereście
https://pl.pinterest.com/search/pins/?q=Kurga%20Martin&rs=typed&term_meta[]=Kurga%7Ctyped&term_meta[]=Martin%7Ctyped